ŚWIĄTYNIA PONOWNIE OCZYSZCZONA
Ellen G. White
ŚWIĄTYNIA PONOWNIE OCZYSZCZONA
(Mat. 21,12-16.23-46; Mar. 11,15-19.27-33; 12,1-12; Łuk. 19,45-48; 20,1-19)
U progu swej misji na ziemi Chrystus wygonił ze świątyni tych, którzy ją splamili niegodnym handlem. Takie potraktowanie sprawy wystraszyło
bezbożnych handlarzy. U schyłku swojej ziemskiej służby Chrystus przyszedł ponownie do świątyni i znalazł ją tak samo zbeszczeszczoną, jak poprzednio. Zewnętrzny dziedziniec przypominał targ. Ryk bydła i brzęk monet mieszał się z kłótniami handlarzy, a wśród nich słychać było również głosy osób duchownych. Dostojnicy świątynni sami byli tak zaangażowani w sprawy kupna i sprzedaży oraz w wymianę pieniędzy, a przy tym tak głęboko opanowani chciwością, że w obliczu Boga uchodzili za wcale nie lepszych od złodziei.
Niewielu kapłanów i przywódców żydowskich rozumiało powagę pracy, której wykonywanie było ich obowiązkiem. Na każdą Paschę i Święto Namiotów zabijano tysiące zwierząt, a ich krew zbierali kapłani, wylewając ją potem na ołtarz. Żydzi zżyli się z widokiem krwawej ofiary i zatracili zrozumienie tego, że to grzech stwarza konieczność przelewu krwi zwierzęcej. Nie rozumieli, że wyobrażała ona krew umiłowanego Syna Bożego, która miała być przelana w ofierze za życie świata, i że zwyczaj składania ofiar kierował ludzi ku ukrzyżowanemu Odkupicielowi.
Jezus patrzył na niewinne zwierzęta ofiarne i widział, w jaki sposób Żydzi przeprowadzali te wielkie ceremonie rozlewu krwi i okrucieństwa. Zamiast skruchy za grzechy, zwiększali coraz bardziej liczbę krwawych ofiar, ufając, że uczczą Boga tym bezlitosnym rytuałem. Samolubstwo i chciwość zatwardziły serca kapłanów i rabinów. Z symboli, które miały wskazywać na Baranka Bożego, potrafili także uczynić źródło swoich zarobków. Dlatego w oczach ludzi świętość nabożeństwa ofiarnego została w dużym stopniu zachwiana. Wzbudzało to też oburzenie Chrystusa. Wiedział, że Jego krew, która niedługo miała być przelana za grzechy świata, będzie tak samo nisko ceniona przez kapłanów i starszyznę żydowską, jak krew zwierząt, którą tak obficie szafowali.
Za pośrednictwem proroków Jezus zdecydowanie opowiedział się przeciw tym praktykom. Samuel mówił: „Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani”. Izajasz w swej proroczej wizji odstępstwa Żydów mówił do nich jak do przywódców Sodomy i Gomory: „Słuchajcie Słowa Pana, książęta sodomscy, przysłuchuj się uważnie wskazaniu naszego Boga, ludu Gomory! Co mi po mnóstwie waszych krwawych ofiar — mówi Pan. Jestem syty całopaleń baranów i tłuszczu karmnych cieląt, a krwi byków i jagniąt, i kozłów nie pragnę. Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce?”. „Obmyjcie się, oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle czynić! Uczcie się dobrze czynić, przestrzegajcie prawa, brońcie pokrzywdzonego, wymierzajcie sprawiedliwość sierocie, wstawiajcie się za wdową!” (I Sam. 15,22; Iz. 1,10-12.16-17).
Ten, który wypowiedział ustami proroków owe proroctwa, teraz po raz ostatni powtarzał swoje ostrzeżenia. Spełniając przepowiednie proroków naród ogłosił Jezusa królem Izraela, a On przyjął ich hołd i godność królewską. Musiał bowiem działać w tym charakterze. Wiedział, że Jego wysiłki zreformowania moralnie zepsutej kasty kapłańskiej są daremne; niemniej jednak Jego dzieło musiało być dokonane. Niewiernemu ludowi należało pokazać dowody boskiego posłannictwa.
Jeszcze raz Jezus objął przenikliwym wzrokiem zbeszczeszczony dziedziniec świątyni, a wszystkie oczy zwróciły się ku Niemu. Kapłani i dostojnicy, faryzeusze i poganie patrzyli ze zdumieniem i trwogą na Tego, który stał przed nimi w majestacie Króla niebios. Jego boskość promieniowała poprzez ludzką postać, nadając Mu majestat i chwałę, których przedtem nigdy nie ujawniał. Ci, którzy stali najbliżej Niego, cofnęli się na tyle, na ile pozwoliła na to ciżba ludzka. Jezus stał poza obrębem tłumu otoczony tylko przez kilku uczniów. Ucichł każdy odgłos, a panująca cisza była nie do zniesienia. Chrystus przemówił słowami, które podziałały na lud jak powiew burzy. „Napisano: Dom mój będzie nazwany domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. Głos ten dźwięczał w świątyni jak dźwięk trąby. Gniew wypisany na Jego twarzy podobny był pożerającemu płomieniowi. Zwracając się do handlarzy Jezus rozkazał: „Zabierzcie to stąd” (Jan 2,16).
Przed trzema laty przywódcy religijni zostali zawstydzeni swoją ucieczką po rozkazie Chrystusa. Od tamtego czasu dziwili się swojemu przestrachowi i bezwarunkowemu posłuszeństwu wobec woli samotnego, skromnego człowieka. Zdawało się im teraz, że ta niegodna uległość nie powinna się nigdy powtórzyć. Jednakże teraz poczuli się bardziej zdruzgotani, gotowi do usłuchania Jego rozkazu z jeszcze większą skwapliwością. Nie było wśród nich nikogo, kto ośmieliłby się zakwestionować Jego autorytet. Kapłani i handlarze uciekli sprzed Jego oblicza, pędząc przed sobą swe bydło.
Po drodze